czerń słoneczna
śpiew iskier chowa się za horyzontem
od spotkania minęło już kilka godzin
stoję na szczycie wielkiego wzgórza
dzieci wbiegają na nie z radości codziennie
wszystko przede mną rozległe
dolina skłuta zapachem kwitnących drzewek
zwężające się ku dali wici rzeczne
starają się ciebie dogonić
wyspa bardziej zamyślona od mieszkańców
opływające ją statki przynoszą wieści
dzbany kapłanów świątyń pękają
ale garncarze wykonają następne
ja nie jestem jeszcze na tyle zdecydowany
wolę zaczekać na poranną mgłę
przez jakiś czas wyobrażać twoją postać
i wmawiać sobie że jest już zbyt późno
zostaw komentarz